W Rzeszowie naprawdę można się zakochać. Oto moja historia

Szary, brudny i odrapany dworzec, słynny pomnik w centrum i Zelmer – te trzy skojarzenia towarzyszyły mi, gdy niemal 8 lat temu przeprowadziłam się do Rzeszowa. Pejzaż miasta z resztą nie odbiegał zbytnio od tych wyobrażeń, a jak jest dziś? Czy Rzeszów jest tak straszny, jak go malują?

Dla jednych Rzeszów ciągle jawi się jako typowe miasto tzw. „Polski B” – prowincjonalny zaścianek, w którym nie dzieje się nic ciekawego. Dla innych natomiast stolica Podkarpacia to jedno z najdynamiczniej rozwijających się miast w Polsce, które może pochwalić się wieloma zaletami. Jak jest faktycznie? Czy rzeczywiście mamy powody do wstydu, lub wręcz przeciwnie – otwierania szampana?

Szary, betonowy plac budowy, który trąca komuną

Wracając do Rzeszowa, jaki zastałam rozpoczynając tu swoje dorosłe życie, pamiętam jedno – mnóstwo żurawi i jeden wielki plac budowy. W centrum – tuż w sąsiedztwie Pomnika Czynu Rewolucyjnego – „dziura Ferenca”, gdzie jeszcze niedawno piął się dumnie Hotel Rzeszów. Zastanawiałam się, cóż w sobie miał ten betonowy kloc, że mieszkańcy stolicy Podkarpacia darzą go takim sentymentem? Obok kolejny szary plac, który ktoś w swych śmiałych planach chciał zamienić w ogrody. W rozmowach często trzeba było (niby żartem) uprzedzać, że Rzeszów to „to miasto między Krakowem a Lwowem” i że wcale nie leży gdzieś w Bieszczadach.

Wypudrowany Rzeszów – stolica innowacji

Z czasem ten obraz się zmienił. Szare place budowy zaczęły przekształcać się w nowoczesne budynki, a ich otoczenie przyjemnie łechtało oczy mieszkańców zielenią i świeżością. Hasło „Rzeszów – stolica innowacji” powoli przestawało być jedynie frazesem. Dziś jako mieszkańcy możemy poszczycić się naprawdę  czystym i zadbanym miastem. Mam też wrażenie, że po prostu to dobre miejsce do życia. Jest tu sporo zieleni, a z  jednego końca miasta na drugi można bez problemu przejechać w 20 minut. Cenię sobie też to, że z centrum do wszelkich ważniejszych punktów w mieście można spacerem dotrzeć w pół godziny.

Widzę jak z roku na rok Rzeszów się zmienia i zdecydowanie jest to zmiana na lepsze. Potwierdzają to także statystyki wykazujące bardzo niskie bezrobocie, spory napływ młodych osób, nowe inwestycje oraz coraz większe firmy, które ściągają do stolicy Podkarpacia. Sporo się tu dzieje, nie tylko za sprawą takich firm jak G2A, ale także dzięki młodym ludziom z pasją i inicjatywą. Jeśli jesteś osobą, która ceni sobie miejskie wygody opakowane w przyjazne, zielone otoczenie, Rzeszów na pewno przypadnie Ci do gustu.

Podobnie, jeśli masz pewne ambicje i chcesz się w coś zaangażować, bo… nie ukrywajmy. Sporo się tu dzieje, ale jeszcze więcej jest ciągle do zrobienia. Dużo zmieniło się chociażby przez ostatnie 8 lat, jednak częściowo jest to tylko zmiana pozorna. Takie lekkie przypudrowanie starych kamienic, czy rewitalizacja ulic, przy których i tak niezmiennie straszą upiorki w postaci odrapanych elewacji i paskudnych reklam. Ale to nie jedyne bolączki Rzeszowa.

Z tymi problemami Rzeszów musi się zmierzyć – oby już wkrótce!

Pierwszym, sporym wyzwaniem w mojej opinii jest usprawnienie systemu miejskiej komunikacji. To super, że miasto inwestuje w nowe pojazdy (także elektryczne! yeah!) czy rozwiązania typu bus-pasy, aby usprawnić transport po terenie Rzeszowa, ale bardzo niecierpliwie czekam na moment, w którym w końcu pojawi się planowana od dawna kolejka nadziemna.

Kibicuję temu projektowi bardzo mocno i chętnie korzystałabym z niej nie tylko w poruszaniu się po terenie miasta, ale także (a może przede wszystkim) na trasie centrum – lotnisko. Pal licho sam dojazd do niego, ale przecież tuż obok funkcjonuje Podkarpacki Part Naukowo-Technologiczny. W sąsiedztwie mamy też G2A Arena i wiele sporych firm dających pracę setkom osób. Nie raz słyszałam utyskiwania, że zaplecze i możliwości w tej części Rzeszowa jest spore, ale gdyby tak można było dotrzeć na Jasionkę w 10 minut…

Kolejną kwestią, która w moim odczuciu wymaga poprawy, to zacieśnienie relacji gospodarzy miasta ze społecznościami skupionymi wokół nowych technologii i środowiska startupowego. Rzeszów chce się plasować na stolicę innowacji. Miasto podejmuje w tym kierunku sporo kroków, jednak czuję pewien niedosyt w relacjach pomiędzy urzędnikami i ludźmi, którzy oddolnie tworzą innowacyjne pomysły, oraz budują i rozwijają cały ekosystem.

W moim odczuciu warto byłoby połączyć siły i stworzyć wzajemnie napędzający się mechanizm. Bardzo często startupowcom brakuje np. dostępu do ekspertów, mentorów, a także wartościowych szkoleń i wiedzy wykraczającej poza zajęcia z umiejętności miękkich. Społeczności skupione wokół nowych technologii często dostęp do takich zasobów posiadają, jednocześnie nie mając pojęcia o potrzebach lokalnych startupów. Miasto w tym wszystkim jest kolejnym elementem – który chce rozwijać innowacyjność w regionie, ma na to środki, jednak nie do końca orientuje się w możliwościach, potrzebach i generalnie w całym innowacyjno-startupowym świecie…

Zapewne i nasi czytelnicy mają swoją opinię na temat problemów, z jakimi Rzeszów powinien się zmierzyć. Ja poprzestanę na wspomnianych powyżej, ponieważ w moim odczuciu mają spory wpływ na wiele innych aspektów oddziałujących na jakość życia w naszym mieście. Czy zatem Rzeszów jest taki straszny, jak nam się wydaje?

Z perspektywy mieszkańców na pewno widzimy wiele kwestii do poprawy i bacznie przyglądamy się działaniom władz. Warto jednak podkreślić jedno – nie każda zmiana jest natychmiastowa, a obraz Rzeszowa, jaki zapamiętałam 8 lat temu znacznie różni się od stanu obecnego. Dziś, mimo kilku spraw, nad którymi według mnie warto się pochylić, stolica Podkarpacia jest według mnie naprawdę interesującym, przyjaznym miejscem, które stawia na rozwój i młodych ludzi.

Nie jest to także jedynie moja wybiórcza opinia. Coraz częściej słyszę pochwały pod adresem Rzeszowa. Osoby z innych zakątków Polski (czy Europy) gratulują dobrego gospodarza, widocznego rozwoju, stawiania na młodych, niskiego bezrobocia, czy tak przyziemnych rzeczy jak czyste i bezpieczne miasto. Po dziurze Ferenca nie ma śladu. W jej miejscu wyrosła nowa galeria, a sen śmiałka śniącego o ogrodach na betonowym placu został przekuty w czyn i tak oto, obok pomnika, od kilku lat mamy zieloną wyspę w sercu miasta. Niech zatem stanie się symbolem nadziei i przypomina, że nawet z pozoru niemożliwe pomysły mają tu szansę na realizację… 😉

About the author