Nasz Rzeszów miejskie wyspy ciepła

Chciałabym, żeby Rzeszów brał przykład z Doliny Krzemowej – nie tylko pod względem innowacji, ale także… zieleni

To, że Rzeszów jest miastem zielonym to fakt. Pełno u nas klombów, przy ulicach pięknie zielenią się trawniki, a i na ilość parków chyba nie mamy co narzekać. Tylko co z tego, jeśli przy pogodzie, jaką ostatnio nam serwuje nasz klimat, większość głównych ulic w naszym mieście to rozgrzane, betonowe arterie?

Nie zrozumcie mnie źle – doceniam rzeszowską zieleń i to bardzo, na równi z zadbanymi, czystymi ulicami i bezpieczeństwem. Niedawno miałam okazję przebywać chociażby w Madrycie. Jak przystało na stolicę Hiszpanii, moje oczekiwania względem tego miejsca były dosyć wygórowane. Umówmy się – spodziewałam się zachwytów nad architekturą i malowniczymi uliczkami, znad karafki Sangrii popijanej w jednej z knajpek. Ustąpić jednak musiały miejsca dla zachwytów nad… stolicą Podkarpacia i podnoszącą na duchu myślą, że naprawdę rzeszowianie nie mają się czego wstydzić. Cóż, jak się okazało, życie bardzo szybko sprowadziło mnie i moje oczekiwania względem Madrytu na ziemię, rozbijając je o brudny, tonący w śmiechach i fekaliach madrycki bruk, niemalże w centrum miasta. Wracając jednak do naszego Rzeszowa, chciałam dziś pokusić się o nakreślenie problemu, który wszakże bruków i pieszych dotyczy.

Czy Rzeszów jest tak zielony, jak nam się wydaje…?

Może Państwo nie mają okazji poruszać się po rzeszowskich ulicach pieszo, stąd cisza na temat tego problem. Ja bardzo chętnie zamieniam samochód, czy przejażdżkę komunikacją miejską na spacer. Pieszo przemieszczam się z mieszkania do biura, pieszo także wybieram się najczęściej do ścisłego centrum. O ile nie mam żadnych zastrzeżeń co do pięknych, zadbanych trawników przy chodnikach, o tyle brakuje mi wzdłuż głównych, rzeszowskich ulic po prostu… drzew.

Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że żar lejący się z nieba, którym raczą nas ostatnie miesiące, potrafi nagrzać chodniki i betonowe centrum miasta do takiego stopnia, że przejście chodnikiem, np. ulicą Rejtana, jest równie przyjemne jak spacer po pustyni? Na próżno szukać tam schronienia w cieniu. O ile dla młodych osób jest to jedynie męczące, o tyle dla starszych może prowadzić do naprawdę niemiłych konsekwencji – zwłaszcza w upały!

Miejskie wyspy ciepła

Miejskie wyspy ciepła to zjawisko, które coraz częściej spędza sen z powiek mieszkańcom większych miast. Wysoka zabudowa i nieproporcjonalnie do niej mała ilość roślinności w miastach powoduje, że powierzchnie zurbanizowane stają się po prostu cieplejsze, aniżeli otaczające je tereny podmiejskie. Wydawać by się mogło to błahostką, o ile uświadomimy sobie, że miejskie wyspy ciepła rodzą także konsekwencje dla ludzkiego zdrowia. Ich występowanie powoduje uciążliwe dla ludzi przegrzanie powietrza, bezwietrzna pogoda występująca często wraz z MWC powoduje wzrost poziomu zanieczyszczenia, a dodatkowo wzrasta zużycie energii wykorzystywanej do uzdatniania powietrza i klimatyzacji.

Niestety nie mam informacji co do tego, czy w Rzeszowie możemy już mówić o występowaniu miejskich wysp ciepła, ale jedno jest pewne – przy panującej aurze poruszanie się po mieście pieszo staje się po prostu wyczynem. Co ciekawe, wydaje się, że potrzeba naprawdę niewiele, aby tę sytuację poprawić.

Rzeszów jak Mountain View w Dolinie Krzemowej?

Rzeszow pretenduje do miana stolicy innowacji, więc byłoby dla mnie przyjemnością zobaczyć, jak bierzemy przykład wprost z innowacyjnej Doliny Krzemowej. W dodatku podpatrując tam bardzo „nieinnowacyjne” rozwiązanie, jakim jest zainwestowanie w… drzewa.

Miałam okazję przebywać tam z wizytą kilkukrotnie i to, co od razu rzuca się w oczy to ogromna ilośc drzew wzdłuż chodników. Poruszając się pieszo np. po Mountain View (gdzie mieści się chociażby siedziba główna Google) ciężko napotkać fragment chodnika, który nie byłby zacieniony. A uwierzcie mi, że w upalnej Kalifornii, ekspozycja skóry na bezpośredni wpływ słońca potrafi być o wiele bardziej niebezpieczna, aniżeli u nas.

Może dla porównania kilka zdjęć?

SV:

Rzeszów:

Gdzie wybralibyście się chętniej na spacer przy 30-stopniowym upale?

Co ciekawe, widziałam tak także kilka obiektów w budowie i to, co zaskoczyło mnie najbardziej, to fakt, że sadzono tam… duże drzewa. Nie małe sadzonki, które bedą chronić przechodniów przed słońcem dopiero za kilka dziesięcioleci, ale całkiem dorodne, kilkumetrowe okazy wsadzane do ziemi na placu budowy. Nie jestem pewna na ile takie rozwiązanie sprawdziłoby się w naszym klimacie, ale jestem pewna, że zasadzenie JAKICHKOLWIEK drzew wzdłuż ciągów komunikacyjnych w Rzeszowie realnie polepszyłoby obecną sytuację.

About the author