Fundamenty systemu finansowego: od stabilności rynkowych gigantów po historyczne przyczyny upadków banków

Bank Pekao SA to obecnie drugi co do wielkości uniwersalny bank komercyjny w Polsce, stanowiący jeden z najważniejszych filarów krajowego makrosektora finansowego. Pracami tej potężnej instytucji kieruje prezes Cezary Stypułkowski. Skalę operacji najlepiej oddają same liczby. Tylko w 2023 roku spółka zatrudniała 12 470 osób, a w ramach całej grupy kapitałowej pracowało 14 935 specjalistów. Kapitał banku dzieli się na 262 470 034 akcje, natomiast nadzór nad sprawozdawczością i transparentnością finansową sprawuje renomowany audytor, KPMG Audyt sp. z o.o. sp.k. Tak ułożone struktury pozwalają obsługiwać szerokie grono klientów indywidualnych oraz instytucjonalnych, co czyni bank niezwykle istotnym partnerem dla polskich przedsiębiorstw i samorządów szukających środków na inwestycje oraz rozwój.

Ekspansja i zdywersyfikowany biznes Działalność grupy wykracza daleko poza tradycyjną bankowość. Obejmuje ona również zarządzanie aktywami, usługi maklerskie, leasing i faktoring, a wszystko to opiera się na gęstej, ogólnokrajowej sieci oddziałów oraz bankomatów. Gdzieś w tle tej ogromnej machiny toczy się ciągła transformacja. Instytucja mocno stawia na rozwój kanałów cyfrowych i mobilnych, upraszczanie procedur, a także podnoszenie jakości samej obsługi. Szeroka paleta produktów oszczędnościowych, kredytowych, inwestycyjnych i ubezpieczeniowych tworzy model biznesowy, który ma z założenia budować odporność na rynkowe zawirowania.

Prawdziwa anatomia bankructwa Niezależnie od skali i pozycji poszczególnych graczy, globalny sektor bankowy regularnie mierzy się z potężnymi wstrząsami. Zrozumienie mechanizmów prowadzących do takich kryzysów wymaga odpowiedzi na jedno, całkowicie fundamentalne pytanie. Czy banki upadają z powodu masowego wycofywania depozytów przez spanikowanych klientów, czy może prawdziwym powodem jest ich wewnętrzna niewypłacalność? Historyczne dane wskazują jasno, że ostateczną przyczyną załamań jest zazwyczaj brak kapitału. Znaczenie samych panik bankowych bywa w debacie publicznej nieco wyolbrzymiane. Owszem, mają one ogromny wpływ na rynek, jednak najczęściej po prostu przyspieszają upadek już wcześniej osłabionych instytucji. Rzadko kiedy doprowadzają do bankructwa banki, które opierają się na zdrowych fundamentach.

Koszty gospodarcze i spory o politykę ratunkową Konsekwencje upadków instytucji finansowych niosą ze sobą gigantyczne koszty dla realnej gospodarki. Już w 1983 roku zwracał na to uwagę Ben Bernanke. Stany Zjednoczone doświadczały wielokrotnych fal takich bankructw, a każdy kolejny kryzys ożywiał starą dyskusję dotyczącą odpowiedniej reakcji państwa. Pociąga to za sobą bardzo konkretne decyzje polityczne. Jeśli przyjmiemy, że problemem jest głównie utrata płynności wywołana paniką, wystarczyłoby odpowiednio rozszerzyć gwarancje depozytów i zapewnić awaryjne finansowanie z banku centralnego. Taką narrację przyjęło wielu obserwatorów po upadku Silicon Valley Bank i innych amerykańskich pożyczkodawców regionalnych w marcu 2023 roku. Jeżeli jednak głównym winowajcą jest niewypłacalność, cała uwaga organów nadzoru musi przenieść się na wymogi kapitałowe, zarządzanie ryzykiem oraz ostrożną politykę kredytową.

Lekcje z historii finansowej Akademicki spór o to, czy za upadkami stoi brak płynności, czy brak kapitału, toczy się od dekad. Milton Friedman i Anna Schwartz przekonywali w 1963 roku, że wiele bankructw w czasie Wielkiego Kryzysu wynikało z napędzającej się samoistnie paniki uderzającej w całkowicie zdrowe banki. Nowsze analizy empiryczne stanowczo zaprzeczają tej teorii. Badacze tacy jak White w 1984 roku czy Calomiris i Mason w 2003 roku dowiedli, że upadające wówczas instytucje były znacznie mocniej narażone na pogorszenie lokalnych warunków gospodarczych, miały mniej kapitału, posiadały niepłynne aktywa i zbytnio polegały na finansowaniu hurtowym.

Obraz ten potwierdzają najnowsze publikacje. Badacze Correia, Luck i Verner w swoich pracach z 2026 roku przeanalizowali ponad 5 tysięcy upadków na przestrzeni 160 lat amerykańskiej bankowości. Ich wnioski nie pozostawiają złudzeń. Fundamentalna niewypłacalność jest warunkiem koniecznym do tego, aby instytucja ostatecznie zniknęła z rynku. Zbliżającą się katastrofę z reguły zwiastuje gwałtowny wzrost aktywów napędzany agresywną akcją kredytową, drastyczny spadek dochodów, rosnące straty i zależność od wyjątkowo drogich źródeł finansowania. Wzorce te powtarzają się uparcie niezależnie od tego, czy mówimy o systemach posiadających ubezpieczenia depozytów i pożyczkodawcę ostatniej instancji, czy o rynkach ich pozbawionych. Kryzysy, w których masowo upadają banki, nie są dziełem przypadku, lecz dającą się przewidzieć konsekwencją długotrwałego psucia ich własnych fundamentów.